W tym roku odbyła się już siódma edycja festiwalu „Najcieplejsze miejsce na ziemi”, czwarta odbywająca się w Wodzisławiu Śląskim. Do 2006 r. NMNZ było w Gorzycach – wsi oddalonej ok. 10 km od Wodzisławia. Tegoroczna edycja trwała 2 dni: pierwszy dzień – soundsystemy, drugi dzień – koncerty.
„Recenzja” dotyczyć będzie tylko drugiego dnia, na soundsystemy nie chciało mi się jechać, czego potem żałowałem (o tym później).
Do Wodzisławia ruszyłem z Katowic. O dziwo, pociąg ruszył bez żadnego, nawet minutowego, opóźnienia. Ok. półtorej godziny później pociąg osiągnął cel. Jako, że w Wodzisławiu byłem tylko raz, można rzec „przejazdem”, to bladego pojęcia nie miałem, gdzie jest Park Miejski. Dlatego też przydała się informacja od tego pana. Ze wskazówkami, których udzielił mi na last.fm, trudno było nie trafić. W okolicach sceny było sporo ludzi, prawie wszystkie ławki były zajęte. Jeszcze więcej ludzi wałęsało się po całym terenie, zapewne też niemała grupa po prostu przebywała na polu namiotowym (nie byłem, więc nie wiem).
Tego dnia jako pierwsze grały zespoły Bethel i Starguardmuffin. Ja przyjechałem dopiero na Kometę Marleja. Swego czasu słuchałem dość często ich demówki „Jah sterowanie”. Zespół można było też usłyszeć na składance dołączonej do jednego z numerów chrześcijańskiego kwartalnika „RuAH” (obok Komety na płycie pojawiły się takie kapele jak Armia, Bakshish czy Maleo Reggae Rockers). Wracając do koncertu, na pierwszy ogień poszły 2 covery – pierwszy „54-46 (That's My Number)” Toots And The Maytals, drugiego nie rozpoznałem (może to przez dość średnie nagłośnienie wokalu).
Później zespół przeszedł do utworów ze wspomnianej wcześniej płyty „Jah sterowanie” oraz solowej płyty Neszki („kometowej” wokalistki, znanej wcześniej z zespołu Trawa Dub Band). Usłyszeliśmy m.in. „Winien jest on”, „Afua Arabam”, „Mania brania”, czy wreszcie „Jah sterowanie”. Zespół podkreślał, iż związany jest z chrześcijańskim nurtem reggae. Zareklamował także akcję Reggae bez marihuany, w której bierze udział.
Następnie na scenie pojawił się zespół Pajujo. Wokalista od razu zaprosił ludzi pod scenę. Na poprzednim koncercie pod sceną było tylko kilka osób.
Kapela grała głownie utwory z wydanej niedawno płyty „AbraSkaDubRa” (miała premierę na płockim festiwalu Reggaeland), m.in. „Malowana reggae”, „Łakocie i witaminy”, „Roślina wesoła”. Jednakże nie zapomnieli o swoim debiutanckim albumie, z którego to pochodziły „Mucha”, czy „Nie lubię poniedziałku”.
Albo zespół przyjechał do Wodzisławia w okrojonym składzie, albo ma nieaktualne informacje na swoim majspejsie – brakowało puzonu i drugiego saksofonu.
Kolejny zespół to Dubska z Bydgoszczy.
Mają na koncie 3 „własne” albumy (w tym jeden wydany w lipcu 2010 r.) + 1 nagrany z Gerbertem Moralesem (wokalistą rosyjskiego Jah Divison). Publiczność usłyszała m.in. „Życie na ulicy”, „Avokado”, „Mama”, „Loko-loko” oraz „Kumple” (utwór pochodzący ze splitu z CGB). Zagrano także mały "tribute" dla Gero.
Po Dubska na scenę wyszli tubylcy, czyli Tabu. Pod sceną, właściwie jak okiem sięgnąć, mnóstwo ludzi.
Praktycznie wszystkie utwory publika śpiewała razem z zespołem. Mieliśmy okazję usłyszeć: „Love Fill My Soul”, „Dziękuję Ci Jah”, „Sarny”, „Słoneczne”, „Salut”. 2 utwory zaśpiewała także Daria (to córka wokalisty?), jednym z nich był „
Za kilka lat Daria może nieźle namieszać na polskim rynku muzycznym.
Po zejściu ze sceny Tabu, a przed wejściem backing bandu Jahcoustix'a, Cheeba podjął wyzwanie rzucone przez kogoś z publiki.
Niestety większość piwa wylądowała na ziemi.
Przyszła pora na gwiazdę wieczoru, czyli Jahcoustix’a z Niemiec w towarzystwie Yard Vibes Crew.
Ludzi było zdecydowanie mniej niż na Tabu, dzięki temu można było w miarę swobodnie przejść bliżej sceny. M.in. przez „problem” z odsłuchami i klawiszami trzeba było czekać ponad 30 min. na rozpoczęcie. Mimo wszystko warto było czekać. Usłyszeliśmy dobre roots reggae, a nawet trochę soca i ska. Najlepszy utwór to „Salam Alejkum” (z płyty „Grounded”).
Na końcu zagrał zespól Cała Góra Barwinków(alias CGB). Zagrali przekrój utworów z wszystkich 3 płyty, jednak, co oczywiste, skoncentrowali się głównie na wydanym w tym roku „Kocham kłopoty”. Usłyszeliśmy m.in. „Noc”, „Bracia Strach”, „Miasto kobiet”, „Najlepsza partia w mieście”, „Idioci”, „24 godziny” oraz na sam koniec wraz z Muchą, Dymolem i innymi „
Podsumowując: bardzo dobra organizacja, praktycznie brak opóźnień, kilka miejsc z piwem i jedzeniem, dobra konferansjerka Cheeby, świetna selekcja (Dr. Love i Śliwek) między koncertami oraz po nich.Żałuję, że nie było mnie na pierwszym dniu festiwalu. Już sam Pablo27 potrafiłby rozbujać publikę. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji widzieć go w akcji to musi jak najszybciej sprawdzić Dancehall Masakrah. Pozostali selektorzy też gwarantowali dobrą zabawę.
Są jednak minusy. Przede wszystkim zachowanie ochroniarzy stojących pod sceną w stosunku do „crowd surferów”. Osoby, które lądowały za barierkami (dotyczyło to tylko chłopaków) byli przez idiotów z ochrony albo szarpani, albo po prostu popychani. Drugi minus to masa przypadkowych ludzi, ale trzeba się z tym liczyć jadąc na darmowy koncert. Trzeci to zachowanie publiki, nie tylko tych przypadkowych osobników, w trakcie koncertów. To już chyba standard na polskich koncertach reggae, że publiczność poguje. Na koncertach ska radzimy sobie z takimi delikwentami w prosty sposób. ;) Mimo wszystko najprawdopodobniej za rok znowu odwiedzę Wodzisław.
>>ZDJĘCIA<<


