-
Ritual (ta płyta uderza do głowy od razu, tak wiem: wokal, zabawy z elektronika - to wszystko już było, ale w tym wydaniu wciąż się podoba)
-
Mine Is Yours (mam lekki sentyment do szlagierów w stylu
we used to vacation czy
hang me up to dry, ale ta płyta jest zdecydowanie inna, lepsza, dojrzalsza, bardziej przebojowa, w najlepszym znaczeniu tego słowa, jak się już raz włączy nie można się oderwać)
-
Wounded Rhymes (nie spodziewałam się, że nowa płyta lykke tak bardzo mi się spodoba, jestem totalnie zaskoczona. mam wrażenie, że ta płyta jest łatwiejsza w odbiorze, bardziej popowa, lżejsza, co działa u mnie na plus, bo jej debiutancki krążek momentami dość mnie uwierał)
-
Mirrorwriting (do tej płyty podchodziłam z dużą rezerwą, gdyż wydawnictwo jamesa blake'a bardzo mnie rozczarowało, a chłopaki są tam jakoś porównywani. jamie to jednak całkiem inna historia, ten chłopak ma zupełnie inną wrażliwość, a jego muzyka jest bardzo intymna i zmysłowa, idealna do słuchania późnym wieczorem. duże duże zaskoczenie, cudownie kojące dźwięki, które bardzo działają na wyobraźnię)
-
Raven In The Grave (sięgnęłam po ten album z tego samego powodu co po wszystkie inne w ostatnim czasie, dużo rzeczy się pojawia, większość rozczarowuje, ale dać szansę trzeba każdemu. starzy znajomi z danii bardzo jednak zaskoczyli, tworząc płytę totalnie w swoim stylu, a jednocześnie taką, która potrafi zainteresować i nie wydaje się wtórnym tworem. brawo)
-
On A Mission (ta dziewczyna ma w sobie jakiś magnetyzm, który wciąż każe do niej wracać, spora mieszanka stylów i gatunków, bardzo jestem ciekawa jej występu na selectorze)
-
Blood Pressures (brudne, energetyczne granie, które lubię, mosshart musi grać pierwsze skrzypce, w the dead weather jakoś się gubi, wielka szkoda, że nie pojawią się w tym roku na opku, to mógłby być bardzo dobry koncert)
-
Feel It Break (ciężko mi scharakteryzować ten krążek, bo w tej muzyce kryje się zbyt wiele emocji, czasem chwyta za serce, czasem rozpieprza od środka, czasem daje kopa, od czasu Soap&Skin żadna dziewczyna chyba aż tak bardzo we mnie nie trafiła)
-
No More Idols (w czasach kiedy dnb i dubstep są bardzo trendy, ale jednak nierzadko dość ciężkie dla przeciętnego słuchacza, wpada mi w ręce ten krążek i zadziwia przystępnością i różnorodnością. lubię taki rodzaj elektoniki nie ze względu na ten cały hajp, lubię, bo daje mi kopa energii i genialnie się przy tym pracuje w bardzo stresujące dni; plus dla panów za remix
heartbeat nneki)
-
House of Balloons (ten mixtape zmiażdżył mnie doszczętnie, słuchanie go za każdym razem budzi demony, dotyka bardzo wrażliwych części duszy. najbardziej intymna rzecz jakiej kiedykolwiek słuchałam i jednocześnie płyta roku)